Może trochę nie na temat ale opowiem o mojej przygodzie z Sony Ericssonami:
Jeżeli chodzi o Sony Ericssony, to zawsze darzyłem je większą sympatią niż Nokie, miałem kilka modeli z okresu 2006-2009.
Moim najstarszym modelem był K510i - bardzo prosty telefon dla prostego człowieka.

Z tego co wiem, podobnie jak w Nokii 3310 i pokrewnych, dało się w nim zdemontować całą obudowę i wymienić. Miał on sobie aparat o matrycy 1,3 megapiksela, ale bez opcji autofocus, co nieco utrudniało zrobienie wyraźnego zdjęcia. Oprócz tego miał całe 28MB pamięci wbudowanej, której nie dało się rozszerzyć i słynny FastPort, za pomocą którego się telefon ładowało, podłączało do komputera a nawet łączyło śmieszne słuchawki. Był to dosyć budżetowy telefon, ale jak ktoś chciał wykonywać na nim podstawowe operacje, spokojnie wystarczył. Miał on dodatkowo funkcję "wejścia do internetu" realizowaną o ile pamiętam w oparciu o GPRS. Działało to dosyć powoli, ale jak się chciało, to można było doinstalować sobie aplikacje JAVA umożliwiające dostęp do FTP i innych usług. Jeżeli chodzi o system, to był on bardzo dopracowany moim zdaniem. Był taki kolorowy i żywy. Istniał nawet program na komputer służący do tworzenia motywów. Miał on ponadto przyjazny menedżer plików i podstawowe aplikacje do odtwarzania plików MP3, kompozycji własnych i prostych plików MIDI, kilka gier, kalkulator i inne. Była też aplikacja, w której można było tworzyć notatki, a potem przypiąć jedną z nich na ekran główny. Szczególnie cieszyło mnie to, że wybierając numer na ekranie głównym pojawiała się na nim mała ikonka telefonu na wzór tego prawdziwego.
Kolejnym modelem jaki miałem był bodajże C902. Nie pamiętam go bardzo i nie mam jak sobie go przypomnieć, bo zaginął on w mrokach dziejów... Ogólnie z tego co pamiętam, miał on charakterystyczną metalową "zebrową" obudowę, którą można było odsunąć do góry w celu wyciągnięcia aparatu. Był to bowiem model nastawiony bardziej na aparat "premium". Wokół ekranu pojawiały się wtedy niebieskie ikonki służące do sterowania aparatem. Były one dotykowe! Po prostu efekciarskie...

Z wad, pamiętam, że klawiatura nie była "wczepiana" w żaden sposób, a po prostu przyklejona, co skutkowało jej odklejaniem z czasem użytkowania, jednak dało się ją "wkleić" na miejsce. W przeciwieństwie do poprzednika, miał on slot na specjalną kartę M2, odpowiednik SD wymyślony przez Sony. Obsługiwał też telefonię 3G. Sprawa systemu miała się podobnie jak u poprzednika.
Następnym modelem był W595. Tu już był to telefon typu "slider", czyli z wysuwanym ekranem. Z telefonu korzystam do dziś, służy mi do obsługi drugiej karty SIM. Ma on uboższy aparat 3,2 megapiksela, podobnie jak K510i bez lampy błyskowej. Ma również slot M2. Co ciekawe, ma głośniki stereo, na górnej i dolnej krawędzi obudowy. Jest to bardzo przyjemny model. Ma też funkcje "Walkman", czyli jakiś niby-ulepszony odtwarzacz muzyki z efektami graficznymi i tak dalej. Podłączając go do komputera i instalując odpowiedni program można było przesyłać na niego piosenki nawet z CD! Potrafił on też pobierać automatycznie okładki albumów i ogólne informacje o utworach (i z tego co wiem, ta funkcja działa do dziś!). Niestety nie ma on złącza jack 3,5mm, przez co żeby podłączyć słuchawki, trzeba użyć Bluetooth, albo specjalnej przejściówki ze złącza FastPort (Sony naprawdę wybiegało w czasie ze swoimi pomysłami!

).
Jako ostatni model posiadałem W995: moim zdaniem perełka wśród klawiszowców! Zachowałem go sobie na pamiątkę i nie chcę go zbytnio używać z obawy o zepsucie, hehe. Ma on absolutnie wszystko, co typowy smartfon z tamtego okresu. WiFi, złącze jack (nareszcie!), dobry aparat 8 megapikseli z lampą błyskową (mogła działać też jako latarka!), odtwarzacz Walkman, przeglądarka internetowa, telefonia 3G a nawet z tego co pamiętam radio FM. Ogólnie instalując przeglądarkę Operę Mini można było nawet komfortowo przeglądać Internet. No po prostu cudo! Z tego co wiem, był to jednak rzadko spotykany model...